Skocz do zawartości

Znajdź zawartość

Wyświetlanie wyników dla tagów 'Google' .

  • Wyszukaj za pomocą tagów

    Wpisz tagi, oddzielając je przecinkami.
  • Wyszukaj przy użyciu nazwy użytkownika

Typ zawartości


Forum

  • Giveaway / Partnerzy
    • CaseHug.com 🎁
    • PirateSwap / Instant Gaming
  • STREFA TYPERA
    • FIFA World Cup 2026
  • Forum główne
    • Regulaminy
    • Ogłoszenia
    • Organizacja
    • Konkursy
    • Rekrutacja
    • Strefa zakupów
  • Strefa kreatywna
    • Redakcja
    • Grafika
    • Książki i Twoja twórczość
  • Strefa banów
    • Counter-Strike 1.6
    • Counter-Strike 2
    • Counter-Strike: Global Offensive
    • Serwery głosowe
  • Serwery Counter-Strike 1.6
    • CS:GO MOD
    • COD 401
    • DIABLO MOD
    • Only DD2
    • ZM+EXP
    • AIM / AWP
  • Serwery Counter-Strike 2
    • Mirage
    • Losowe Moce
    • AWP
  • Serwery Counter-Strike: Global Offensive
    • Mirage
    • Losowe Moce
  • Serwery głosowe
    • TeamSpeak
    • Discord
  • Forum komputerowe
    • Counter-Strike
    • Inne gry
    • (CMS) Systemy zarządzania treścią
    • Komputery i oprogramowanie
    • Urządzenia
  • Inne
    • Życie
    • Polecane przez użytkowników
    • Sport
  • Archiwum
  • Alcoholic Squad Alkohol
  • Gracze COD 201 Luźne pytania/sugestie
  • Gracze COD 201 Zabawne sytuacje z serwera

Kalendarze

  • Ważne wydarzenia
  • Alcoholic Squad Kalendarz Konkursowy
  • Gracze COD 201 Wydarzenia.

Kategorie

  • Podsumowanie miesiąca - Gazetka
  • Z życia wzięte
  • Gry
  • Technologie i Komputery
  • Konsole

Kategorie

  • Forum
    • Moje konto
    • Grupy
    • Ostrzeżenia
    • Rangi & odznaki
    • Dotacje i subskrypcje
    • Inne
  • Serwery
    • Bany
    • Skiny
    • Podania na stanowiska
    • Informacje
  • Sklep CS 1.6 & CS2
    • Sklep

Kategorie

  • 1shot2kill
  • Counter-Strike
  • League of Legends
  • Minecraft
  • Pozostałe gry
  • Filmy, seriale & anime
  • Inne
  • Święta 🐣

Blogi

  • Gazetka
  • Z życia wzięte
  • Gry
  • Technologie i Komputery
  • Konsole

Szukaj wyników w...

Znajdź wyniki, które zawierają...


Data utworzenia

  • Od tej daty

    Do tej daty


Ostatnia aktualizacja

  • Od tej daty

    Do tej daty


Filtruj po ilości...

Dołączył

  • Od tej daty

    Do tej daty


Grupa podstawowa


Tytuł


Imię


Lokalizacja


Procesor


Karta graficzna


Pamięć RAM


Smartfon


System


Laptop


Facebook


Instagram


Snapchat


PlayStation Network


XBOX Live


Steam


Github


Discord

  1. Sitemapa dodawana do GSC kończy się od razu komunikatem: "Nie udało się odczytać mapy witryny", co robię źle? Dokładnie ta sama sitemapa (jako URL): - dodana do konsoli Binga - działa - 10 różnych walidatorów/checkerów pokazuje że ok - jest dostępna przez przeglądarkę - content-type to application/xml - nie jest blokowana w robots.txt - nie jest blokowana w żaden inny sposób (sam administruję VPSem) - zawiera raptem kilkadziesiąt pozycji - jest dodane odniesienie w robots.txt - sama sitemapa jest pod standardowym adresem /sitemap.xml (choć to bez znaczenia bo w GSC podaje się pełny URL) Już przyznam że brakuje mi pomysłów. Jedyne co przychodzi mi na myśl to, że UX w GSC jest tak kiepski że ten komunikat wyświetla się zawsze, a dopiero po jakimś czasie "zaskoczy"? Szukałem informacji tutaj https://seo-freelancer.pro/blog/
  2. Google oficjalnie udostępniło Android 16 Beta 3, zbliżając użytkowników do finalnej wersji systemu, której premiera planowana jest na drugi kwartał 2025 roku. To wydanie osiągnęło tzw. „Platform Stability”, co oznacza, że wszystkie kluczowe funkcje i interfejsy API są już gotowe do użytku przez deweloperów. Co nowego w najnowszej wersji testowej Androida? Oto najważniejsze zmiany. Najciekawsze nowości w Android 16 Beta 3 Android 16 wprowadza obsługę Auracast, czyli technologii umożliwiającej słuchanie transmisji audio bezpośrednio z otoczenia. Oznacza to, że użytkownicy będą mogli podłączyć swoje słuchawki lub aparaty słuchowe do systemów nagłośnieniowych na lotniskach, koncertach czy w teatrach. Pierwszymi urządzeniami obsługującymi Auracast będą Samsung Galaxy z One UI 7 oraz Google Pixel 9. Nowa ochrona sieci lokalnej (Local Network Protection, LNP) - Dotychczas każda aplikacja z dostępem do Internetu mogła automatycznie łączyć się z urządzeniami w tej samej sieci lokalnej. Android 16 Beta 3 zmienia zasady – teraz aplikacje będą musiały uzyskać specjalne pozwolenia na dostęp do innych urządzeń w sieci Wi-Fi. Ma to zwiększyć bezpieczeństwo i ochronę prywatności użytkowników. Lepsza czytelność tekstu – funkcja tekstu obrysowego Dla osób ze słabszym wzrokiem Android 16 wprowadza nową funkcję poprawiającą czytelność – tekst obrysowy. Zamiast klasycznego trybu wysokiego kontrastu litery mogą teraz być otoczone konturem, co sprawia, że są lepiej widoczne na ekranie. Dodatkowo, aplikacje mogą wykrywać tę funkcję i automatycznie dostosowywać swój interfejs. Jak przetestować Android 16 Beta 3? Chcesz samodzielnie sprawdzić nowości w Androidzie 16? Jeśli masz kompatybilny smartfon Google Pixel, możesz pobrać i zainstalować wersję beta już teraz! Wystarczy zapisać się do Android Beta Program i pobrać aktualizację przez OTA (Over-The-Air). Android 16 Beta 3 to jeden z ostatnich kroków przed finalnym wydaniem systemu. Google stale pracuje nad optymalizacją i poprawkami, by dostarczyć użytkownikom najlepsze doświadczenie mobilne. Oficjalna premiera pełnej wersji systemu ma nastąpić w nadchodzących miesiącach. Źródła: Android Developer Blog The Verge – Auracast w Android 16
  3. - Halo, czy to pizzeria Giuseppe? - Dzień dobry, nie, to pizzeria Google. - Źle się dodzwoniłem? - Nie, proszę pana, Google kupiło tę pizzerię. - Ok. To chciałbym złożyć zamówienie. - Dobrze, czy zamawia pan to co zwykle? - To co zwykle? A pan mnie zna? - Zgodnie z pańskim ID dzwoniącego, ostatnie 12 razy zamawiał pan pizzę serową z dodatkową porcją pepperoni i szynki. - Ok! Taką zamawiam! - Czy mogę panu zasugerować tym razem, zamiast sera, ricottę z rukolą i suszonymi pomidorami? - Co? Nie, ja nie lubię warzyw! - Ale ma pan podwyższony cholesterol. - Skąd o tym wiecie?! - Z pańskiej karty pacjenta w klinice. Mamy wyniki pańskich badań z ostatnich 7 lat. - No dobrze... Ale ja nie chcę pizzy z warzywami. Już biorę leki na cholesterol. - Cóż, nie brał pan ostatnio ich regularnie. 4 miesiące temu zamówił pan opakowanie 30 tabletek w aptece internetowej. - Kupiłem więcej w innej aptece! - Nie ma tej płatności na pańskiej karcie kredytowej. - Zapłaciłem gotówką! - Ale nie wypłacił pan wystarczającej sumy z bankomatu według wyciągu z pańskiego konta. - Nie trzymam wszystkich zarobionych pieniędzy w banku. - Nie widać tego na pańskim ostatnim zeznaniu podatkowym, chyba, że jest to przychód, który zataił pan przed urzędem skarbowym. - WTF?! Dosyć! Mam powyżej uszu Google, Facebooka, Twittera i innych WhatsAppów! Wynoszę się na jakieś zadupie, w Bieszczady, albo nie, wyjadę na wyspę bez internetu, gdzie nie ma sieci komórkowych i gdzie nie będziecie mogli mnie szpiegować! - Rozumiem. Będzie pan musiał odnowić paszport, bo skończył swoją ważność miesiąc temu.
  4. To już prawie rok, odkąd udos†ępniono nową wersję Google Analytics. Jak to z rocznym dzieckiem bywa – od samego początku dostarcza zarówno wielu radości, jak i trosk. Dziś przyjrzymy się GA4 w kontekście jednego z popularniejszych ataków — referal spamu — którego świadomi powinni być wszyscy administratorzy sieci, na wypadek gdyby koleżanki lub koledzy z działów marketingu złapali haczyk i zaczęli klikać po URL-ach, jakie pojawiają im się w panelach Google Analytics.. Autorem niniejszego artykułu jest Maciej Lewiński, autor szkolenia z Google Analytics 4. Jeśli też chcesz opublikować na naszych łamach artykuł dotyczący cyberbezpieczeństwa, napisz na [email protected] Spam w wersji 4.0 Na początku tego roku spamerzy (piraci?) zaczęli kierować swój złośliwych ruch w kierunku kont GA. Dawniej spam polegał na atakowaniu serwera ze stroną internetową za pomocą sztucznie generowanych wizyt z odpowiednio ustawionymi nagłówkami. Dzisiejsi spamerzy poszli jednak z duchem czasu. Efekt? Coraz częściej zdarza się, że sygnały o ruchu na stronie są wysyłane bezpośrednio do endpointów GA4, z pominięciem wejścia na stronę, za to wciąż z dodanym fałszywym źródłem ruchu. Kto wie, może i na Twoim koncie GA pojawił się niedawno ruch z witryn odsyłających (tzw. referrali) o dziwnych nazwach? W sieci krążą przeróżne nazwy źródeł, oto kilka z nich: news.grets[.]store, rida[.]tokyo, kar.razas[.]site, trast.mantero[.]online O co chodzi spamerom? O to aby ktoś sprawdził te adresy, wchodząc na nie. W gruncie rzeczy, kierując taki ruch do GA4, nie robią właścicielowi strony żadnej krzywdy, ale… właściciele mogą sobie nabić cyberguza, gdy na podrzucony przez spamera URL zajrzą, bo: Adres ze źródła ruchu może prowadzić do strony ze złośliwą aplikacją, której pobieranie może rozpocząć się automatycznie. Kliknięcie na pobrany plik może zainfekować komputer. W konsekwencji, przestępcy mogą skopiować pliki z firmowego urządzenia należącego do osoby pracującej w dziale marketingu lub zapisywać wprowadzane przez nią hasła. To może prowadzić do przejęcia kontroli nie tylko nad serwisem, którym się opiekują, ale nad ich całym cyfrowym życiem. Część ze spamerskich stron po prostu uparcie otwiera okienka z reklamami. Najgorsze co może spotkać osobę, która kliknie w link, to nabicie kilku złotych spamerowi. Albo zainwestowanie w Baltic Pipe… i straty pieniędzy idące nawet w setki tysięcy złotych. Ruch kierowany do tych stron może posłużyć spamerom do pozycjonowania ich w wyszukiwarkach. Często odwiedzane strony to (teoretycznie) strony wartościowe dla użytkowników — tak myśli Google. Takie sygnały mogą podbijać wartość tych URL-i na rynku. Co ciekawe, część z tych adresów przekierowuje na strony rosyjskie – choć zarejestrowane w Niemczech, ale koordynowane z Polski. Co o tym sądzić? Dobre pytanie! Poprzez pojawienie się w wielu różnych kontach GA4, spamerzy pracują na swój tzw. “link building”. To również podnosi wartość domeny, na której strona została umieszczona, zwłaszcza jeśli raporty z kont są eksportowane i publikowane lub przesyłane do innych osób. Google naprawdę dużo widzi ;) Jak się bronić przed spamerami w GA4 Odfiltruj ten ruch. GA4 niestety nie ma zaawansowanych filtrów, które jak w Universal Analytics pozwoliłyby już na wejściu odsiać ruch z określonych domen. Wciąż liczę, że się tego w końcu doczekamy, a tymczasem możemy skorzystać z filtrów ruchu wewnętrznego. Skorzystaj z serwisów takich jak who.is lub polecenia host, które wskażą między innymi z jakimi IP powiązane są te domeny. Wpisz te adresy w administracji swojej usługi do ustawień jako ruch wewnętrzny (Administracja > Zbieranie i modyfikowanie danych > Strumienie danych > Skonfiguruj ustawienia tagów > Definiowanie ruchu wewnętrznego) i aktywuj (Administracja > Zbieranie i modyfikowanie danych > Filtry danych). Filtr ruchu wewnętrznego – konfiguracja. Filtr ruchu wewnętrznego – aktywacja. Druga metoda, to zamiana niechcianych referrali na ruch bezpośredni. Mniej doskonały, ale wciąż skuteczny sposób, czyli dodanie URLi znalezionych w raportach źródeł ruchu do listy niechcianych witryn odsyłających (Administracja > Zbieranie i modyfikowanie danych > Strumienie danych > Skonfiguruj ustawienia tagów > Lista niechcianych witryn odsyłających). Plusem tego rozwiązania jest łatwość jego realizacji, bo nie trzeba szukać IP. Minusem natomiast jest fakt, że ruch nadal może się zbierać w raportach, ale będzie tylko ukryty w kanale Direct. To, co już „siedzi” w raportach, niestety w nich zostanie. Możesz jednak wykorzystać filtrowanie raportów, tworząc porównanie wykluczające ruch ze spamerskich źródeł. Tworzenie porównania. Tak utworzone porównanie będzie dostępne we wszystkich raportach podczas całej Twojej wizyty w GA4. Niewykluczone, że Google niebawem samo będzie część takich spamerskich domen wykrywać i usuwać. I dobrze. Ale dobrze też, abyście sami wiedzieli, jak obronić się przed takimi atakami oraz jak odsiać z raportów już zebrane fałszywe dane. Zwłaszcza, jeśli mniej techniczne koleżanki i koledzy z działów marketingu zaczną klikać po tych domenach… Dlatego weź im prześlij linka do tego artykułu. Przeczytaj cały wpis
  5. Posiadacze konta Google mają naprawdę atrakcyjny przywilej, oferujący 15 GB pamięci na wirtualnym dysku za darmo. Jeśli darmowy dysk jest zbyt mały, możemy rozszerzyć - do 100 GB, 200 GB, a nawet 2 TB (w przypadku konsumenckiego Google One), oczywiście za opłatą - miesięczną lub roczną. Może wydawać się, że dopóki nasze pliki nie przekroczą tych wartości, nic się nie stanie. A prawda jest zupełnie inna. Limit liczby plików na Dysku Google? Problem może spotkać osoby, które trzymają ogromne ilości miniaturowych pliczków - na przykład dokumentów tekstowych, które zajmują po parę KB każdy. Użytkownicy Reddita odkryli bowiem, że Dysk Google ma limit ilości plików. Okazuje się, że limit liczby plików to aż (albo zaledwie) 5 milionów. Wydaje się to naprawdę astronomiczną wartością, ale jak widać - są takie osoby, które mają znacznie więcej danych na Dysku Google. Problemem nie jest tu tylko sama sytuacja, ale także brak ogólnodostępnej informacji o limicie ze strony giganta technologicznego z Mountain View. Google odniósł się do całej sprawy i według firmy jest to „zabezpieczenie mające zapobiec niewłaściwemu użyciu naszego systemu w sposób, który mógłby wpłynąć na stabilność i bezpieczeństwo systemu”. Jednocześnie twierdząc, że “ten limit nie wpływa na większość naszych użytkowników, którzy mogą korzystać z przestrzeni dyskowej Google”. Czytaj więcej na https://spidersweb.pl
  6. W zeszłym tygodniu pisaliśmy o efekcie koronawirusa na platformy do współpracy. Przez to, że wiele osób przeniosło pracę do domu, użycie Microsoft Teams i innych aplikacji poszybowało w górę. Aby wspomagać pracowników i zachęcać firmy do przyjęcia tego modelu w tym trudnym okresie, Microsoft i Google udostępniają bezpłatnie niektóre swoje usługi. Google ogłosił, że przyzna bezpłatny dostęp do zaawansowanych funkcji Hangouts Meet klientom G Suite oraz G Suite for Education. Hangouts Meet jest narzędziem do wideokonferencji, usługą wywodzącą się z aplikacji Hangouts. Wspomniane funkcje zaawansowane to obsługa do 250 uczestników spotkania, streaming na żywo do 100 tys. widzów oraz możliwość nagrywania rozmów i zapisywania ich na Dysku Google. Funkcje te były dostępne wyłącznie w planach G Suite Enterprise, które kosztują 25 USD/miesięcznie. Teraz każdy klient G Suite może z nich korzystać do 1 czerwca tego roku. Swoje centrum pracy zespołowej — Microsoft Teams — udostępnia również gigant z Redmond. Darmowa wersja trial nie ogranicza się jednak do typowego dla takich usług okresu miesięcznego, lecz półrocznego. I jest to oferta premium, w której użytkownicy Zespołów mogą nagrywać spotkania i dysponować 1TB miejsca w chmurze (w porównaniu do 2GB w zwykłej darmowej ofercie). Do korzystania z tych możliwości ma zostać zaktualizowana także darmowa wersja Teams. Obie te opcje powinny stać się dostępne do 10 marca. Wiele firm stawia odpowiedzialność za zdrowie pracowników ponad zyski i prosi, by unikali podróży zagranicznych. Dzięki korzystaniu z Teams czy Hangouts Meet wiele zadań może być wykonywanych zdalnie — z domu lub właściwie każdego innego miejsca — co na pewno sprzyja profilaktyce w okresie epidemii. Przeczytaj cały wpis
  7. Zdjęcia Google to moim zdaniem jedna z najlepszych usług Google. Świetnie działająca sztuczna inteligencja a przede wszystkim możliwość nielimitowanego backupu zdjęć po zastosowaniu drobnej kompresji, to największe zalety tej aplikacji. To nie oznacza, że nie można tutaj niczego już poprawić i Google dobrze to wie. Nadchodzące zmiany wprowadzą nieco odświeżenia w kontekście interfejsu. Śladem Map również ze Zdjęć zniknie hamburger menu. Wszystkie ważne elementy zostały przeniesione na dolną belkę, co na pewno znacznie uprości korzystanie z aplikacji, zwłaszcza na smartfonach z dużymi ekranami (czyli praktycznie na każdym nowym smartfonie). To jednak nie koniec zauważalnych zmian. Albumy zostały natomiast przeniesione do nowej sekcji Biblioteka. Nowa aktualizacja zachodzi niestety po stronie serwera i nie każdy użytkownik otrzyma dostęp do nowego interfejsu w tym samym czasie. Czy aplikacja na Waszych smartfonach ma już nową wersję interfejsu? Dajcie znać w komentarzach! Przeczytaj cały wpis
  8. Edge po przejściu na Chromium zyskał natywny i bezproblemowy dostęp do Chrome Web Store, z którego może pobierać rozszerzenia. Mimo korzystania z tego samego silnika, co Chrome, Edge nie jest traktowany przez ów sklep jako w pełni kompatybilna przeglądarka. Przed tygodniem informowaliśmy o komunikacie, który pojawił się w Chrome Web Store. Czy stosowana przez Google narracja jest właściwa? Po wejściu na stronę Sklepu przez przeglądarkę Edge użytkownikom wyświetla się komunikat: Aby bezpiecznie korzystać z rozszerzeń, zalecamy przejście na Chrome. Pobierz przeglądarkę Google Chrome. Co on właściwie mówi? Ano to, że Chrome obsługuje rozszerzenia w sposób bezpieczny. Nie mówi nic o tym, że Edge robi to gorzej, więc nie można oskarżyć Google o oczernienie rywala. Z drugiej strony wiele firm nie traktuje niestety klienta jako osoby racjonalnej, dlatego subtelnie zakorzenia w nim pewne fałszywe przekonania. Nietrudno odczytać to jako sugestię, że Edge nie zapewnia bezpiecznej obsługi rozszerzeń. A jak jest naprawdę? Do tego odniósł się Eric Lawrence z zespołu Microsoft Edge. Na swoim Twitterze udostępnił zrzut ekranu z Fiddler Web Debugger, pokazujący, że Edge sprawdza sklep z rozszerzeniami co 2-4 godziny oraz aktualizacje zagrożeń co 30 minut. Log z tej aktywności można zobaczyć na zrzucie ekranu. Mówiąc wprost, Microsoft Edge nie ustępuje pod względem bezpieczeństwa Google Chrome, a sugerowanie tego jest bezpodstawne i szkodliwe. Microsoft i Google, choć często grają do tej samej bramki, przy różnych okazjach faworyzują swoje produkty i swoich użytkowników, dlatego mądrzej jest podeprzeć swoje decyzje faktami niż wymysłami marketingowców. Przeczytaj cały wpis
  9. Niektóre z usług Google działają gorzej lub nie działają wcale w przeglądarkach konkurencji, mimo że firma uważa się za wielkiego poplecznika otwartych standardów. Tak czy inaczej z tego grona wyrwał się właśnie Google Earth. Po stworzeniu Google Earth for web firma chciała, by możliwie najwięcej ludzi mogło z niego korzystać. Prace nad wprowadzeniem aplikacji na inne przeglądarki trwały od 5 lat, a w ostatnich tygodniach zaszły w tej materii spore postępy. Po sześciu miesiącach w publicznej becie udostępniamy Google Earth dla przeglądarek Firefox, Edge i Opera. Stało się to możliwe dzięki przeniesieniu Google Earth dla Chrome do WebAssembly (Wasm), standardu webowego W3C, który wprowadza natywny kod do przeglądarek. — Jessi Beck, Software Engineer, i Jordon Mears, Tech Lead Manager, Google Earth Od czasu uruchomienia Google Earth for web był on dostępny poprzez Chrome dlatego, że został zbudowany z użyciem Native Client (NaCI), który jest rozwiązaniem tylko dla Chrome. Wcześniej był to jedyny sposób na zapewnienie, że Earth będzie działać dobrze w przeglądarce. Od tamtego czasu zaszły spore zmiany, a WebAssembly wyrósł na wiodący, otwarty standard. Poprawiło się też wspieranie przeglądarek. Aplikację można już otworzyć we wspomnianych przeglądarkach, dla których jej działanie będzie jeszcze dodatkowo optymalizowane. Google planuje też udostępnić ją dla Safari i innych przeglądarek. Webową wersję Google Earth można sprawdzić, wchodząc na jego stronę. Przeczytaj cały wpis
  10. Jedną z zalet Androida jest to, że jeśli jakiejś aplikacji nie ma w Sklepie, a w praktyce uruchamia się na danym urządzeniu, to można ją załadować z zewnętrznego źródła. Praktyka ta nosi miano sideloadingu i jest względnie łatwa w obsłudze, choć niekoniecznie bezpieczna i pożądana przez wydawców. Czasem ostrzega przed nią sam Google. Huawei, który stwierdził ostatnio, że niezależnie od zakazów i tak nie chce usług Google na swoich smartfonach, zamyka swoim użytkownikom możliwość ich instalowania w sposób oficjalny. Na skutek działań amerykańskiego rządu telefony chińskiego producenta wydane po 16 maja 2019 roku nie mają preinstalowanych aplikacji Google, takich jak Gmail, Mapy, YouTube czy wreszcie Sklep Play. Nawet gdyby restrykcje zostały zniesione, Huawei i tak nie chce powrotu tych usług. Mniej oficjalny sposób na ich pozyskanie jest wciąż możliwy i właśnie przed nim ostrzega Google: Z powodu restrykcji rządowych aplikacje i usługi Google nie są dostępne do preloadowania ani sideloadowania na nowych urządzeniach Huawei. (...) Sideloading aplikacji Google nie działa stabilnie, ponieważ nie pozwalamy tym usługom działać na niecertyfikowanych urządzeniach, których ochrona może być naruszona. Sideloading aplikacji Google stwarza też wysokie ryzyko zainstalowania aplikacji, która została zmieniona lub spreparowana w sposób, który zagraża bezpieczeństwu użytkownika. — Tristan Ostrowski, Android & Play Legal Director Jednym z miejsc, z których można pobrać aplikacje Google (na własną odpowiedzialność!) jest projekt Open GApps. Jest on rekomendowany m.in. przez LineageOS, popularny ROM. Tak naprawdę to od użytkowników zależy, czy posłuchają ostrzeżeń Google, który woli dmuchać na zimne, czy też sięgną po odebrane im aplikacje. Przeczytaj cały wpis
  11. Nowoczesne wyszukiwarki oprócz wyświetlania wyników prowadzących do stron pokazują też wyniki bezpośrednio na stronie wyszukiwania. Jest to zwykle zawartość od partnerów, którą zobaczymy, np. wyszukując frazę "pogoda". Nie wszyscy jednak chcą dzielić się zawartością w taki sposób. W zeszłym roku Google został pozwany przez portal Genius za bezprawne, jego zdaniem, zasysanie tekstów piosenek. Aby uniknąć dalszych oskarżeń, gigant wyszukiwarek zmienia nieco taktykę. Tym razem Google nie zamierza czekać, aż unijni regulatorzy wyciągną działa cięższego kalibru, i sam podejmuje działania. Na stronach z wynikami udostępnia teraz linki do wyszukiwania w katalogach konkurencji. Firmy, takie jak Yelp, oskarżały Google o wydrapywanie informacji z ich katalogów i prezentowanie ich jako wyniki dla użytkowników końcowych, co w konsekwencji prowadziło do poważnego osłabienia ruchu na ich stronach i strat. Podobne postępowanie dotyczy też usług biznesowych, więc oskarżenia są jeszcze poważniejsze. Aby wyprzedzić kolejne oskarżenia, przy wyszukiwaniu niektórych fraz i produktów Google wyświetla linki do wyszukiwania w Yelp i innych katalogach. Zmiana jest już obecna na Google.co.uk, ale nie kiedy wyszukujemy z paska adresu, który domyślnie kieruje do Google.com. Nie jest jasne, czy zmiana, którą Google testował w Niemczech przed jej rozszerzeniem na UE, w pełni rozwieje niepokoje unijnych regulatorów. Warto przypomnieć, że firma wdrożyła identyczne rozwiązanie w 2013 roku, gdy Joaquin Almunia, komisarz ds. konkurencji, stwierdził, że propozycje giganta nie eliminują obaw związanych z konkurencyjnością. W zeszłym roku Unia Europejska nałożyła na Google grzywnę w wysokości 1,5 mld euro, uznając go winnym nadużycia swojej dominującej pozycji na Androidzie, by eliminować konkurencję sklepu Play. W pewnym sensie powiązanym problemem, choć w tym przypadku Google nie jest jedynym "pośrednikiem", jest wyświetlanie obrazów z odnośnikami do Pinterest. Użytkownicy starający się dotrzeć do źródeł obrazu kierowani są przez Google do portalu, który tylko gromadzi obrazy z różnych zakątków Sieci, dlatego trudno nazwać go źródłem. Szukając czegoś w Google Grafice czy nawet po prostu w Internecie, wyniki z Pinteresta, dla wielu bezwartościowe, często zalewają całą stronę. Prośby do Google, by ten przestał faworyzować stronę i traktować ją jako źródło, napływały od wielu lat — bezskutecznie. Przeczytaj cały wpis
  12. Deep Web to sfera Sieci czasem mylnie utożsamiana z tzw. Darknetem, jednak w rzeczywistości mieści ona w sobie o wiele więcej. Jest to część Internetu znajdująca się "pod powierzchnią", do której dostępu nie powinny mieć wyszukiwarki, takie jak Google albo Bing. Spodziewamy się, że zawartość naszej poczty i dysku w chmurze, treść czatów czy inna zawartość dostępna po zalogowaniu nie będzie indeksowana przez Google. Czasem dochodzi jednak do wycieku i zawartość ta w jakiś sposób przedostaje się do zasobów wyszukiwarek. A jak to wygląda z WhatsAppem? Jak ujawnia w swoim raporcie Vice, Google indeksuje linki z zaproszeniem do czatów grupowych WhatsAppa, których administratorzy mogą chcieć, by pozostały prywatne. Oznacza to, że poprzez zwykłe wyszukiwanie w Google losowi ludzie mogą odkryć i dołączyć do tych rozmów. Przykłady takich wyszukań w Google pokazał Jordan Wildon z Deutsche Welle: Jane Wong pokazała również, że Google wyświetla blisko 470 tysięcy wyników dla frazy "chat.whatsapp.com", która jest częścią adresu czatów grupowych WhatsAppa. Do niektórych z nich dotarł Motherboard. Wiele tych czatów nie dba o prywatność i służy przykładowo do wymieniania się pornografią. Inne z kolei wyglądają na należące do konkretnych grup, jak choćby ten należący rzekomo do organizacji NGO akredytowanej przez ONZ. Po dołączeniu do czatu Motherboard mógł przejrzeć listę wszystkich 48 uczestników wraz z ich numerami telefonów. Google nie odpowiedziało jeszcze na prośbę o komentarz. Sensowne wyjaśnienie tej sytuacji przedstawił natomiast rzecznik WhatsAppa: Administratorzy grup na WhatsAppie mają możliwość zapraszania dowolnych użytkowników WhatsAppa do tych grup, udostępniając link, który wygenerowali. Jak każda zawartość, która jest udostępniana w dających się wyszukiwać, publicznych kanałach, linki z zaproszeniem postowane publicznie w Internecie mogą być odnalezione przez innych użytkowników WhatsAppa. Linki, które użytkownicy udostępniają prywatnie osobom, które znają i którym ufają, nie powinny być umieszczane na publicznie dostępnych stronach. Wychodzi na to, że Google nie ma jakiegoś magicznego wglądu w zawartość czatów WhatsAppa, a jedynie indeksuje to, co znajduje się w publicznie dostępnym Internecie. A jeśli znajdują się tam linki z zaproszeniem, z którego może skorzystać każdy, kto nim dysponuje, to jest to wyłącznie winą nieodpowiedzialnych użytkowników, ewentualnie administratorów stron, które być może nie powinny być indeksowane. Swoją drogą pokazuje to również, że udostępnianie linku to nie zawsze jest bezpiecznym sposobem na zapraszanie do czatu, zasobu w chmurze czy innej zawartości, szczególnie gdy nie towarzyszą mu żadne ograniczenia. Przeczytaj cały wpis
  13. Dla twórców aplikacji często bardziej opłaca się wypuścić darmową aplikację z reklamami niż inkasować jednorazową opłatę za jej zakup. Mając jednak możliwość wyświetlania reklam, niektórzy wydawcy nadużywają tego prawa i implementują złośliwe, natarczywe czy wprowadzające w błąd reklamy. Jest to problem, z którym Google zmaga się od lat z lepszym lub gorszym efektem. Przykładowo na fali ostatnich porządków w Sklepie Play zostało usuniętych 600 aplikacji, a Google zapowiada, że to nie koniec walki. Google przez lata zbierał doświadczenie w radzeniu sobie z nieuczciwymi aplikacjami. Korzystając z niego i z nowo rozwiniętych technologii, blisko 600 aplikacji zostało usuniętych i zbanowanych na platformach monetyzacji, Google AdMob i Google Ad Manager, ponieważ naruszały zasady dotyczące umieszczania i uciążliwości reklam. Mówią one choćby o tym, że reklama zajmująca pełny ekran nie może nie posiadać przycisku zamykania ani zakłócać normalnego działania. Oszustwa w reklamach mobilnych to wyzwanie na skalę całej branży, które pojawia się w wielu różnych formach i korzysta z szeregu metod oraz ma potencjał szkodzenia użytkownikom, reklamodawcom i wydawcom. W Google mamy zespoły poświęcone wykrywaniu i powstrzymywaniu złośliwych deweloperów przed próbami oszukiwania mobilnego ekosystemu. W ramach tych starań podejmujemy działania przeciwko tym, którzy tworzą pozornie nieszkodliwe aplikacje, ale którzy w rzeczywistości naruszają nasze zasady dotyczące reklam. — Per Bjorke, Senior Product Manager, Ad Traffic Quality, Google Gigant wyszukiwarek definiuje uciążliwe reklamy jako takie, które wyświetlają się w niespodziewany sposób, a także zaburzają użyteczność funkcji urządzenia. Często są to reklamy występujące, jak to określa Google, poza kontekstem, czyli pokazujące się poza aplikacją, gdy użytkownik nie jest w niej aktywny. Może to być na przykład reklama zajmująca cały ekran, kiedy próbujemy zadzwonić, odblokować ekran albo korzystać z nawigacji. Oczywiście te 600 aplikacji wydaje się kroplą w morzu, ale Google nie szczędzi wysiłków i inwestuje w nowe technologie wykrywania i zapobiegania zagrożeniom, które mogą (i bez wątpienia będą) rozwijać się w nieznanych jeszcze kierunkach. Przeczytaj cały wpis
  14. Wojna przeglądarek przybiera różne formy. Niedawno pisaliśmy o tym, jak Microsoft chce zniechęcić do Firefoksa nową reklamą w menu Start. Teraz z kolei zniechęcić do Edge stara się... Google, które w swoim sklepie z rozszerzeniami sugeruje, że (tylko) jego przeglądarka zapewnia bezpieczną obsługę rozszerzeń. Czy słusznie? Edge po przejściu na Chromium zyskał natywny i bezproblemowy dostęp do Chrome Web Store, z którego może pobierać rozszerzenia. Mimo korzystania z tego samego silnika, co Chrome, Edge nie jest traktowany przez ów sklep jako w pełni kompatybilna przeglądarka. Użytkownikom zaleca się za to przesiadkę na Chrome. Informacja o tym pojawia się już przy wejściu na stronę Chrome Web Store. Jak głosi komunikat: Aby bezpiecznie korzystać z rozszerzeń, zalecamy przejście na Chrome. Pobierz przeglądarkę Google Chrome Oczywiście drugi wiersz tego komunikatu zawiera link do pobrania Chrome. Co ciekawe, komunikat nie jest wyświetlany po wejściu do sklepu z innych przeglądarek opartych na Chromium, takich jak Opera i Vivaldi. Z jakiegoś więc powodu nie wszystkie przeglądarki z tej rodziny są traktowane na równi. W rzeczywistości nic nie stoi na przeszkodzie, by ten komunikat zignorować i do woli instalować rozszerzenia. Naprawdę trudno wykazać, co miałoby być w tym niebezpiecznego. Microsoft Edge, choć ma dostęp do Chrome Web Store, posiada też swój własny sklep z rozszerzeniami i to właśnie on jest rekomendowany przez Microsoft jako pierwsze źródło poszukiwań. Wyróżnia się on tym, że opublikowane w nim rozszerzenia są sprawdzane przez Microsoft, co ma zagwarantować ich wysoką jakość. Google rzecz jasna obiecuje to samo, więc to od użytkownika zależy, który sklep wybierze. Przeczytaj cały wpis
  15. Największy konkurent xCloud, czyli Google Stadia, polega w stu procentach na streamingu gier z serwerów. Będziemy mogli grać na smartfonie, tablecie albo na komputerze za pośrednictwem przeglądarki Google Chrome. Jeśli chodzi o wspierane telefony, to wybór był do tej pory mocno zawężony i w zasadzie ograniczał się do modeli Pixel 2, 3 i 4. Po sporym poślizgu Google w końcu otwiera usługę na urządzenia innych marek. Począwszy od 20 lutego, można będzie grać za pośrednictwem Stadii na o wiele szerszym wachlarzu urządzeń mobilnych. Oprócz rodziny Pixel usługa zacznie działać na wybranych telefonach Samsung, ASUS i Razer. Kompletna lista nowych kompatybilnych telefonów obejmuje: Samsung Galaxy S8 Samsung Galaxy S8+ Samsung Galaxy S8 Active Samsung Galaxy Note8 Samsung Galaxy S9 Samsung Galaxy S9+ Samsung Galaxy Note9 Samsung Galaxy S10 Samsung Galaxy S10E Samsung Galaxy S10+ Samsung Galaxy Note10 Samsung Galaxy Note10+ Samsung Galaxy S20 Samsung Galaxy S20+ Samsung Galaxy S20 Ultra Razer Phone Razer Phone 2 ASUS ROG Phone ASUS ROG Phone II Wliczając modele Pixel 2, 3 i 4, Stadia będzie działać w sumie na 22 telefonach. Są to praktycznie same flagowce i telefony gamingowe (czyli też flagowce), dlatego wydaje się to trochę mijać z główną ideą, która zakładała streaming gier na urządzenia, na których normalnie nie można ich uruchomić. Do grania w chmurze miał wystarczyć nawet słaby telefon i szybki internet. W rzeczywistości potrzebujemy flagowca za kilka tysięcy. Przeczytaj cały wpis
  16. Po prawie czterech latach świadczenia bezpłatnego dostępu do Internetu mieszkańcom krajów rozwijających się Google postanawia zamknąć program Station. W ramach inicjatywy gigant wyszukiwarek udostępniał darmowe publiczne Wi-Fi na 400 stacjach kolejowych w Indiach i ponad 5000 innych miejsc na całym świecie, wliczając w to Brazylię, RPA, Meksyk, Tajlandię i Wietnam. Oficjalnym powodem zakończenia programu są problemy z jego skalowaniem. Nie wszystko jednak stracone. W wywiadzie dla TechCrunch Caesar Sengupta z Google powiedział, że każdy z partnerów, z którym Google współpracowało, miał inne potrzeby techniczne i infrastrukturalne, co sprawiło, że rozwój stacji stał się wyzwaniem dla prowadzenia biznesu. Firma próbowała zarabiać na usłudze, wyświetlając reklamy w ramach procesu logowania. Innym powodem rezygnacji jest większa dostępność taniego internetu LTE, zwłaszcza w Indiach, dlatego Google uznało, że program nie jest tak potrzebny jak wcześniej. Dobra wiadomość jest jednak taka, że ​​większość stacji będzie nadal oferować bezpłatne Wi-Fi. Jeśli chodzi o Indie, to na wszystkich 400 stacjach darmowy Internet będzie dalej udostępniał RailTel, partner Google w tym regionie. Caesar Sengupta z Google twierdzi ponadto, że Google dostrzega bardziej palące potrzeby i większe możliwości tworzenia produktów dla rynków liczących miliard użytkowników. Oprócz Google jeszcze kilku innych gigantów technologicznych próbowało zmniejszyć wykluczenie cyfrowe w krajach rozwijających się — z różnym skutkiem. Przykładowo inicjatywa Facebooka, Free Basics, została w Indiach zbanowana w 2016 roku w ramach troski o neutralność sieci. Google Station, przeciwnie, można uznać za duży sukces. W 2018 r. firma podawała, że usługa ma 8 milionów aktywnych użytkowników miesięcznie w Indiach, a ludzie, którzy z niej korzystają, zużywają średnio 350 MB na sesję. Przeczytaj cały wpis
  17. Huawei został postawiony w bardzo nieciekawej sytuacji, gdy USA objęło giganta sankcjami. W efekcie tego musiał on zrezygnować z usług Google, czego jednym z pierwszych owoców jest Huawei Mate 30 Pro. To pierwszy flagowiec Huawei bez usług Google z Androidem w wersji Open Source. To dosyć niecodzienna sytuacja, przynajmniej na rynku zachodnim. W Chinach jest to w zasadzie naturalny stan rzeczy, bo tamtejsze władze już wcześniej zakazały wykorzystywania usług amerykańskiego giganta. Bez usług Google da się żyć, ale nie jest to proste. Nie mamy dostępu do takich usług jak Uber, który polega przecież na Mapach Google. Huawei oferuje swój własny sklep z aplikacjami App Gallery, ale jest w zasadzie żadna konkurencja dla Sklepu Google Play. Dlatego też sprzedaż urządzeń bez dostępu do oferty sklepu Google na rynku zachodnim nie ma większego sensu. Chińczycy nie chcą się jednak poddać i najwyraźniej planują iść na wojnę z Google. Jest to oczywiście wojna metaforyczna, ale w jej ramach kilka dużych chińskich marek z rynku mobilnego postanowiło zewrzeć szyki i nawiązać współpracę w zakresie opracowania wspólnego rozwiązania. Ideą tej inicjatywy, która według agencji Reuter nazywa się Global Developer Service Alliance (GDSA), jest połączenie bazy użytkowników czterech firm, aby zachęcić programistów do przesyłania swoich aplikacji na wspólną platformę. Według agencji Reuters planowano uruchomienie GDSA już w marcu. Będzie to ważny krok dla chińskich marek, które chcą zmniejszyć zależność od Google, a tym bardziej dla amerykańskich firm w świetle wojny handlowej między USA i Chinami i obaw przed ograniczeniem dostępu do wiodących technologii. [...] Te bogate firmy mają znaczącą moc przyciągania programistów do swojej platformy i budowy równoległego ekosystemu. Przeczytaj cały wpis
  18. Czterech chińskich gigantów łączy siły, aby stworzyć platformę, na którą deweloperzy spoza Chin będą mogli wgrywać swoje aplikacje, które następnie trafią jednocześnie do wszystkich ich sklepów. Xiaomi, Huawei Technologies, Oppo i Vivo mogą w ten sposób poważnie zagrozić dominacji Sklepu Play. Jak podaje Reuters, wspólna inicjatywa nosi nazwę Global Developer Service Alliance (GDSA). Platforma ma ułatwić twórcom aplikacji, gier, muzyki, filmów dotarcie z produktami na bardziej odległe rynki. GDSA według planów ma wystartować w marcu, choć nie jest jasne, czy na przeszkodzie nie stanie jej koronawirus. Prototypowa strona mówi, że platforma początkowo obejmie dziewięć regionów, w tym Indie, Indonezję i Rosję. Oppo i Vivo należą do chińskiego producenta BBK Electronics. Żadna z czterech firm nie skomentowała tych doniesień, podobnie jak zresztą Google, którego usługi zostały zbanowane w Chinach. Dużo bardziej skorzy do komentowania są natomiast analitycy. Formując to porozumienie, każda z firm będzie dbała o wzrost korzyści pozostałych w różnych regionach — Xiaomi ma silną bazę użytkowników w Indiach, Vivo i Oppo — w Azji Południowo-Wschodniej, a Huawei — w Europie. Po drugie, zapoczątkuje to budowę większej siły negocjacyjnej przeciwko Google. — Nicole Peng, VP Mobility w Canalys Firmy te już teraz zajmują mocną pozycję na rynku mobilnym. W czwartym kwartale 2019 roku odpowiadały w sumie za 40,1% globalnych dostaw smartfonów. Podczas gdy Oppo, Vivo i Xiaomi mają pełen dostęp do usług Google na rynkach międzynarodowych, Huawei utracił go (dla nowych urządzeń) na skutek wojny handlowej USA z Chinami, o której pisaliśmy już wielokrotnie. Co ciekawe, mimo że zakaz może zostać w przyszłości zdjęty, Huawei i tak rezygnuje z instalowania usług Google na swoich smartfonach — podobno w obawie, że znów może zostać obłożony zakazem. Inny analityk, Will Wong z IDC, zauważa natomiast, że w obliczu spowolnienia sprzedaży sprzętu chińscy producenci chcą ugrać więcej, kładąc mocniejszy nacisk na oprogramowanie. Sklep z aplikacjami, preinstalowane apki, reklamy i gaming to obszary, które mogą wygenerować nowe przychody — wylicza analityk. Przeczytaj cały wpis
  19. Już za niespełna tydzień odbędzie się konferencja Galaxy UNPACKED. Na tym wydarzeniu Koreańczycy zamierzają pokazać serię Samsung Galaxy S20, Galaxy Buds+ i Galaxy Z Flip. To już praktycznie pewniki, ale na nich się nie skończy. Pewną niespodziankę przygotowuje też Google, które poinformowało o tym na kanale Android na Twitterze. Tak, zgadza się. Google też tam będzie 11 lutego. Fantazję fanów Google rozbudziło wpisem, w którym zapowiada, że coś ekscytującego czai się tuż za rogiem. Szczegółów oczywiście brakuje, a firma pisze tylko do zobaczenia na Unpacked. Jako że wpis opublikowano z konta Androida, spodziewamy się, że zostaną pokazane jakieś nowe, specjalne możliwości tego systemu na telefonach Galaxy S20, tegorocznych flagowcach Samsunga i prawdopodobnie głównym punkcie programu tegorocznego eventu. Pod wpisem Google publikuje tajemnicze, ale i ciekawe wideo. Przypomina to trochę przybliżanie fraktala. W tej animacji w logo "Galaxy" zamiast pierwszego "a" mieści się logo Androida, w którym to z kolei literkę "n" zastąpiono logo Galaxy i tak całość się zapętla. Jakie ma to znaczenie symboliczne — tego dowiemy się już na samym wydarzeniu. Google nawiązał przy tym do głównej grafiki UNPACKED 2020, która przedstawia logo Galaxy, ale bez obu liter "a" w nazwie, które zastąpiono białymi prostokątami, podobnymi do tych na animacji Google. Istnieją też przypuszczenia, że "coś ekscytującego" związanego z Androidem może też pojawić się na Galaxy Z Flip, składanym smartfonie, budową przypominającym klasyczne telefony z klapką. Właściwie możliwych powiązań Androida z Samsungiem mogą być dziesiątki i użytkownikom przychodzą do głowy różne interpretacje. My na razie wstrzymujemy się z wyrokowaniem i czekamy do wtorku. Przypominamy też, że o najciekawszych zapowiedziach z Galaxy UNPACKED przeczytacie na CentrumXP! Przeczytaj cały wpis
  20. W 2005 roku Google zaczęło tworzyć własne mapy i szybko zaczęło przekraczać granice tego, jak do tej pory je postrzegaliśmy. Dzięki nim przedostanie się z punktu A do punktu B czy odkrywanie nowych miejsc jest łatwiejsze niż kiedykolwiek w historii ludzkości. Z szacunków firmy wynika, że ponad miliard ludzi sięga po Google Maps, by oglądać i eksplorować świat. Teraz, celebrując 15-lecie usługi, Google przedstawia cały szereg nowości w jej aplikacji, a także przedstawia nową ikonę. Począwszy od dziś, aplikacja mobilna Mapy na Androida i iOS zyskuje nowy interfejs. Aktualizacja nie dotarła jeszcze do polskiej wersji językowej (poszczególne nazwy mogą się więc różnić), ale Google dość dobrze ją opisało. Wprowadza ona do paska na dole ekranu (gdzie widnieją ikony Odkrywaj, Dojazd i Dla Ciebie) kilka nowych sekcji. Dzięki temu otrzymujemy szybki dostęp do przydatnych funkcji. Teraz na pasku tym znajduje się w sumie 5 zakładek: Odkrywaj: Szukasz miejsca w pobliżu, by zjeść śniadanie, posłuchać muzyki albo pograć w gry arcade? W karcie tej znajdziesz informacje, oceny i recenzje ponad 200 miejsc na świecie. Dojazd: Niezależnie, czy podróżujesz samochodem, czy transportem publicznym, dzięki tej karcie wyszukasz najbardziej efektywną trasę. Po skonfigurowaniu codziennych dojazdów będziesz otrzymywać informacje o natężeniu ruchu w czasie rzeczywistym, czasy podróży i sugestie alternatywnych tras dojazdu. Zapisane: Ludzie zapisali w sumie ponad 6,5 miliarda miejsc w Google Maps. Teraz możesz przeglądać je wszystkie w przygotowanym do tego miejscu. W karcie tej możesz również wyszukiwać i organizować plany przyszłych podróży, a także dzielić się rekomendacjami. Podziel się: setki milionów ludzi każdego roku dzieli się informacjami, które pomagają Mapom Google pozostać aktualnymi. W tej nowej karcie możesz dzielić się lokalną wiedzą, np. szczegółami o drogach i adresach, brakującymi miejscami, recenzjami i zdjęciami. Każda kontrybucja pomaga innym w poznawaniu nowych miejsc i podejmowaniu decyzji, co robić. Aktualizacje: W tym miejscu zobaczysz tablicę popularnych miejsc "must-see" od lokalnych ekspertów i wydawców. Oprócz odkrywania, zapisywania i udostępniania rekomendacji możesz też bezpośrednio rozmawiać z firmami, by uzyskać odpowiedzi na pytania. Google zaktualizowało też ikonę aplikacji, by lepiej odzwierciedlała sposób mapowania świata przez firmę. Bazuje ona na symbolu towarzyszącym Mapom Google od samego początku — pinezce — ale pokazuje też zmianę funkcjonalności aplikacji. Pomaga ona bowiem już nie tylko znaleźć drogę do celu, ale również odkrywać nowe miejsca i doświadczenia. Ewoluję tej ikony można prześledzić na nowym wideo. Przeczytaj cały wpis
  21. Szef działu Xbox, Phil Spencer, ujawnił, że firma postrzega Amazon i Google jako swoich głównych rywali w przyszłości. To nieco zaskakujące, jeśli spojrzeć na ostatnie 20 lat w historii "wojen konsolowych", ale nie, gdy weźmiemy pod uwagę ostatnie trendy. Spencer uważa bowiem, że Sony i Nintendo brakuje możliwości stworzenia infrastruktury chmurowej, która zagrażałaby Microsoftowi, Google i Amazonowi. Kiedy mówisz o Nintendo albo Sony, mamy do nich masę szacunku, ale widzimy Amazon i Google jako głównych rywali w przyszłości. Nie ma to na celu obrażania Nintendo i Sony, jednak tradycyjne firmy gamingowe w pewien sposób zboczyły z kursu. Przypuszczam, że mogłyby próbować odtworzyć Azure, ale my zainwestowaliśmy dziesiątki miliardów dolarów w chmurę przez te lata. — Phil Spencer, szef działu Xbox, Microsoft Microsoft ukierunkowuje swoją ofertę gamingową na przyszłość, która wykracza daleko poza konsole Xbox. Głównym trendem jest tu oczywiście granie w chmurze, za które odpowiada usługa xCloud. Oczekuje się, że jej pełna, globalna premiera nastąpi w tym roku. Spencer już wcześniej mówił o zagrożeniu ze strony Amazona i Google jako rywali, ale nigdy w tak dobitny sposób. Deklarował też, że biznes gamingowy Microsoftu nie polega na tym, ile konsol sprzedajesz, a firma nie zamierza wdawać się w przyszłą wojnę formatów z Nintendo i Sony: Nie chcę brać udziału w wojnie formatów z tymi gośćmi, kiedy Amazon i Google skupiają się na tym, jak dotrzeć z gamingiem do 7 miliardów ludzi na świecie. Ostatecznie to jest celem. — Phil Spencer, szef działu Xbox, Microsoft Pokazuje to jasno, że przyszłe "wojny konsolowe" będą się toczyć w centrach danych. Microsoft jest też gotów do współpracy z rywalami, którzy mogą skorzystać z jego chmury Azure, jak uczynił to już Sony, który będzie streamował gry właśnie z chmury Microsoftu. Czy granie w chmurze zastąpi odpalanie gier na miejscu, korzystając z zasobów obliczeniowych własnej konsoli albo peceta? To wydaje się wciąż odległą przyszłością, ale nadchodząca generacja konsol powoli się na ten stan rzeczy przygotowuje. Przeczytaj cały wpis
  22. Jedną z ciekawszych funkcji nowej przeglądarki Edge, jest obsługa aplikacji PWA. Strony w standardzie PWA to zasadniczo aplikacje. We współczesnym Internecie jest ich coraz więcej i dzięki nowej wersji Edge możemy je w prosty sposób zainstalować w naszym systemie. Przykładem takiej aplikacji jest Twitter. Otwieramy stronę, z menu przeglądarki wybieramy opcję Aplikacje – Zainstaluję tę aplikację. W menu Start pojawi się nowa aplikacja, którą możemy przypiąć do paska zadań, a sama strona otwiera się w osobnym oknie, bez paska adresu i innych elementów przeglądarki. Microsoft chce tę funkcjonalność dodatkowo rozszerzyć również w bliźniaczym Google Chrome. Chodzi konkretnie o obsługę linków URL Protocol Handler Registration. Sprawa jest prosta - klikamy w link odwołujący się do strony w standardzie PWA, którą wcześniej zainstalowaliśmy, to zamiast załadowanej strony, uruchomiona zostanie aplikacja, Takie linkowanie sprawia, że aplikacje staną się zdecydowanie bardziej przydatne. Dotyczy to linków z dodatkowymi parametrami takimi jak mailto://, ms-word:// czy web+music:/. Dzięki temu użytkownicy na przykład z zainstalowaną aplikacją YouTube Music PWA mogą po prostu kliknąć link YouTube Music, aby otworzyć aplikację. Microsoft pracuje również nad opcją auto-startu, która pozwalałaby uruchomić aplikację PWA automatycznie przy starcie systemu. Można dyskutować nad sensem aplikacji PWA, bo wielu użytkowników traktuje przeglądarkę internetową po prostu jako centrum dowodzenia wszystkimi swoimi usługami. Dla takich userów aplikacje PWA mogą wydawać się bezużyteczne, choć w rzeczywistości oferują dużo więcej opcji. Zwykłe strony z wiadomościami w takiej formie mają na pewno mniej sensu niż aplikacja poczty, komunikator czy dysk w chmurze. Przeczytaj cały wpis
  23. Smartfon z Androidem ale bez usług Google? Nie brzmi to za ciekawie, jednak Huawei zdaje się tym nie przejmować. Cały zeszły rok był dla firmy wyjątkowo brutalny z powodu zakazów, jakie nałożyły na nią Stany Zjednoczone w efekcie oskarżeń (po części dość mętnych) o szpiegostwo. Regulacje te nieustannie się zmieniają i czasem firma otrzymuje większą swobodę działania. Tyle że najwyraźniej nie zamierza już z niej korzystać. W zeszłym roku wszyscy zastanawiali się, co Huawei pocznie bez Androida i Windowsa. Firma zaprezentowała wówczas swój własny, uniwersalny system operacyjny HarmonyOS. Możliwe, że to tylko dobra mina do złej gry, ale chiński producent nie uważa, by była to ostatnia deska ratunku. W rzeczywistości system był tworzony przez kilka lat, a firma spodziewała się tego, że kiedyś będzie musiała go użyć. Huawei nadal sprzedaje telefony z Androidem, ale bez usług Google. Wielu jego użytkowników czeka na zniesienie zakazu, a tymczasem firma zaskoczyła nowym ogłoszeniem. Fred Wangfei, menadżer Huawei w Austrii, ujawnił, że firma nie planuje używania usług Google, nawet jeśli Stany zdejmą blokadę w przyszłości. Huawei nie chce być już zależny od amerykańskiej technologii, jako że współpraca z jej dostawcami znów może zostać obłożona zakazem. Producent chce raczej stać się trzecią siłą na rynku smartfonów — rozwijać własny ekosystem oparty na Androidzie, ale bez usług Google. Huawei inwestuje w tym roku blisko 3 miliardy dolarów w rozwój Huawei Mobile Services, platformę alternatywną wobec Google Play Services. HUAWEI HMS Core, zestaw możliwości tych usług, pomaga deweloperom w tworzeniu wysokiej jakości aplikacji. Firma rozwija też App Gallery jako alternatywę dla sklepu Google Play. Przeczytaj cały wpis
  24. Teams jest obecnie chyba najbardziej popularnym narzędziem do współpracy, choć Slack nadal się nie poddaje. Trudno mu jednak konkurować o zainteresowanie wśród użytkowników pakietu Office 365, którzy Teams otrzymują w standardzie i jest on świetnie zintegrowany z pozostałymi usługami Microsoftu. W listopadzie Microsoft ogłosił, że Teams osiągnęło 20 milionów aktywnych użytkowników, co stanowi wzrost o 7 milionów w ciągu zaledwie 4 miesięcy. Microsoft Teams ma teraz prawie dwukrotnie więcej aktywnych użytkowników w porównaniu do Slacka. Gigant z Redmond ma jednak dużego konkurenta, który również oferuje pakiety biznesowe i jest nim oczywiście Google. Pakiet G Suite bazuje na chmurowych usługach giganta i w zasadzie blisko mu do poziomu, jaki reprezentuje Office 365. Nadal brakuje mu jednak usługi takiej, jak właśnie Teams, która integrowałaby wszystkie pozostałe usługi w ramach jednej aplikacji. To się jednak może zmienić, bo zgodnie z najnowszymi informacjami Google pracuje już nad czymś takim. Aplikacja ta będzie częścią G Suite i będzie wspierana przez usługi chmurowe Google Cloud. Nowa usługa miałby integrować komunikator Hangouts, Spotkania Hongouts, pocztę Gmail, Dokumenty Google oraz Dysk Google. Ponoć aplikacja ta została już przedstawiona na wewnętrznym pokazie, wkrótce zostanie ujawniona publicznie i udostępniona klientom biznesowym. Dołączenie Google do tej rywalizacji było tylko kwestią czasu i naprawdę ciekawe, co gigant przygotował, jako alternatywę dla Teams i Slacka. Przeczytaj cały wpis
  25. W 2016 roku Google zaprezentowało App Maker, niskokodowe środowisko rozwoju aplikacji, które miało rywalizować z Microsoft PowerApps. Niskokodowe oznacza tu, że pracujemy głównie w środowisku wizualnym, zaś bezpośrednie użycie języków programowania jest opcjonalne — również Microsoft pokazuje, że nie trzeba być zawodowym programistą, by tworzyć aplikacje. Tak czy inaczej po trzech latach Google zapowiada, że jego produkt zostanie wyłączony. Będzie się to odbywać stopniowo, według harmonogramu. App Maker nadal umożliwia budowanie aplikacji, które usprawniają przepływy biznesowe w ramach G Suite. Jego funkcjonalność będzie jednak z czasem zawężana aż do czasu całkowitego wyłączenia, co nastąpi w przyszłym roku. Aby się na to przygotować, Google ma kilka zaleceń: Jeśli nie używasz już aplikacji, przestanie ona działać zgodnie z harmonogramem z sekcji poniżej. Jeśli aplikacja jest aktywna, możesz przenieść jej funkcjonalność do innego produktu. Samej aplikacji nie można bezpośrednio migrować do innej platformy, ale AppSheet, Apps Script, Google Forms i App Engine oferują wiele podobnych funkcji. Firma udostępniła harmonogram wygaszania wsparcia, które zostanie przeprowadzone w trzech etapach. Pierwszy z nich nastąpił już wczoraj. 27 stycznia 2020 r.: Istniejące aplikacje będą wciąż działać, niemniej jednak App Maker nie jest już aktywnie rozwijany. Naprawiane będą tylko krytyczne błędy. 15 kwietnia 2020 r.: Deweloperzy nie mogą już tworzyć nowych aplikacji w App Maker. 19 stycznia 2021 r.: Istniejące aplikacje App Maker przestaną działać. Dane z App Maker przechowywane w Cloud SQL pozostaną niezmienione i będą dalej podlegać zasadom ustanowionym na koncie GCP. Jak już zostało wspomniane, nie ma sposobu na bezpośrednią migrację aplikacji z App Maker. Google wymienia natomiast kilka alternatyw. Jeśli używaliśmy App Makera do automatyzacji procesów biznesowych, jest nią AppSheet, jeśli do rozwijania aplikacji — App Engine, zaś jeśli do zbierania danych — Google Forms. App Maker sam w sobie nie ma bezpośredniego następcy w ekosystemie Google, a to daje ogromną przewagę Microsoftowi, którego produkty PowerApps i Power Platform mają się świetnie i nigdzie się nie wybierają. Przeczytaj cały wpis
  • Ostatnio przeglądający   0 użytkowników

    • Brak zarejestrowanych użytkowników przeglądających tę stronę.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...