Znajdź zawartość
Wyświetlanie wyników dla tagów 'okrutny.' .
-
Inaczej. Miej te powiedzmy 25 lat za sobą. Miej ukończone studia z magisterką włącznie, gdzie jedyne co udało Ci się osiągnąć, to mocny łeb do chlania. Jakieś tam poboczne praktyki, gdzie albo załatwiłeś je po znajomości lub odbębniłeś je w stylu „przynieś, zanieś, skseruj, zrób mi kawę, bo bolą mnie nogi”. Kurwa. No nie wierzę. Dostałeś ten śmieszny papierek. No i studia skończone, cieszysz się jak debil , masz tydzień picia ze znajomymi Twymi, przyszłymi bezrobotnymi. Pierwsza opcja jest taka, że wracasz do swojego miasteczka i tam dalej nic nie robisz, bo „nie ma pracy dla ludzi z Twoim wykształceniem” i siedzisz na garnuszku u rodziców. Ewentualnie zaczynasz pierwszą z brzegu robotę, która daje Ci najniższą krajową, przez którą czujesz się jak pomyj, bo jednak jesteś „wielki pan magister”, masz papier, a zasuwasz na zmywaku w pierwszej lepszej restauracyjce lub latasz swoją fiestą po mieście rozwożąc pizze. Pamiętaj, że nigdy nie ma tylko dwóch opcji. Jak jesteś człowiekiem w miarę rozgarniętym, który wie, że w większym mieście możesz zrobić i zarobić, i poznać więcej. To robisz to bez względu na studia. Szkoła dzienna, czy zaoczna? Nie ma znaczenia. Możesz sobie dobrać pracę, większość firm nie robi z tym problemu. Zaczynasz, jako pierwszy lepszy sprzedawca, robisz studia dalej, zdobywasz doświadczenie, kursy organizowane przez pracodawców. Ale.. zawsze jest jakieś ale. Ale przez znajomych „studentów”, uznawany jesteś za nudziarza. Bo praca. I ch*j wam do tego i elo. Samemu opłacasz stancję, za własną kasę kupujesz pierwsze auto( no chyba, że rodzice kupują Ci nowego Gulfa, ale wtedy jesteś uznawany za banana i słusznie.) Wracasz po robocie, chciałbyś iść spać, a tu taaaaaki uj.. trzeba ogarnąć ćwiczenia i zadane tam i ówdzie prace. Najlepiej takie na paręnaście stron. Toć to humanistyczne studia, więc bez względu na to czy pracujesz, czy leżysz fletem(ewentualnie wiolonczelą) do góry, to trzeba to zrobić… Ale czekajcie.. chyba lekko zboczyłem z tematu. Czemu temat brzmi, jakoby ten świat był okrutny? To nie świat. To ludzie nas otaczający. Ci, którzy śledzą „Ławeczkę w parku” od początku, zastanawiają się, gdzie jest ten gość, co jest taki cool i alkoholik, gdzie ten park i ta ławka. Ale już śpieszę z wyjaśnieniami. To ja, ten alkoholik, który przetestował mnóstwo alkoholi, tyle samo sprawdzał alkomaty, jak i nigdy nie jeździł po pijaku. To jest ta ławeczka, na której obecnie siedzę i piszę do Was tekst, który może skłoni do jakichś refleksji. Rzucam luźne tematy, byście zrozumieli, bądź też odkryli ten świat na nowo z innego, chłodnego spojrzenia. Poczekajcie, zapalę sobie i do Was wrócę robaczki. Raczek nakarmiony, muzyka puszczona na słuchawkach. Szkoda, że w międzyczasie skradziono mi te skromne 100 zł z konta, przypałętało się dwóch świeżaków, regulaminowe mendy, które nie znają różnicy między osiedlem zamkniętym, a takim przykładowo parkiem. Co z tego, że bez sygnału stanęli swoim służbowym VW Caddy’m w połowie pasów, a po zwróceniu im uwagi, dostałem opierdol, że to oni stanowią prawo, a nie ja. Wyśmiałem ich prosto w twarz tak mocno, że przy okazji puściłem soczystego bąka. Nawet mundurowi, przy okazji jazdy bez świateł w nocy, po pijaku, są bardziej wyrozumiali niż ta straż pedalska. Do tej stówy, dostałem jeszcze 50 zł za.. ekhm, tu uwaga „ podważanie autorytetu władzy”. Wyśmiałem ich po raz drugi, bo w sumie uja mi mogą zrobić, nawet jakbym zarzygał tą Ławeczkę, bo co im do tego, no i który jest menda i społecznik, że wzywa szkółkę pseudo policyjną na strzeżone osiedle? Czyżby jakiś niespokojny obywatel? Czy to ten spod 3, z dwa mieszkania pode mną, co nie ma jaj by zwrócić mi uwagę? Czy też ten z parteru, który nie ma własnego zdania, poza tym, które dyktuje mu żona? A może to jednak ten mój siąsiad obok co regularnie leje żonę i córeczkę? Ale dobra. Parka pseudo-mundurowców poszła na spacer dalej. Oczywistością było to, iż odmówiłem przyjęcia 150 zł przysługi na mandat za parkowanie na przejściu przez tych asów. Skoro poszli, to mogąc dalej wdychać w miarę świeże powietrze mogę do Was, moich czytelników pisać. Tu szczególne podziękowania dla @Wredzioszek , @Titania oraz @Aleksandra Jesteście ze mną od początku, co nie zdarza się często, ale już nie przerywajmy. Dałem kolejny już drugi powód w mojej ocenie na zło tego świata, ale czekajcie.. Skoro są „urwy” to są też podrywacze. Faceci nie raz nacięli się na fajną dziewczynę, która leciała albo na Twoje mieszkanie, Twoje auto lub na hajs Twoich rodziców. Ale czy Wy, kobiety, natknęłyście się na faceta, który w słowach pisanych, jak i na żywo, był na tyle przebiegły, że obiecywał Wam złote góry, miłość do deski(chyba sedesowej, bo jak to inaczej później nazwać..), zwiedzanie całego świata z ręką na Twoim ramieniu i.. tą prawdziwą oddaną miłość? Szkoda, że wszystko potrafiło się skończyć, gdy spuszczał prezerwatywę w klubowym kiblu, po lekkim uniesieniu, z pierwszą lepszą du**ą, która chciała mu oddać piczkę za parę drinków. I to, jako facet, mimo, że lubię uwodzić kobiety, to nigdy nie skalał się zdradą, czy byciem kochankiem.. to takich „facetów” bym spuścił do tego kibla głową w dół, po uprzednim walnięciu dwójki. Tak by gó**o zmieszało się z mordą takiej spuścizny człowieczeństwa. Panowie, tu pytanie do Was. PO ch*j zdradzacie własne partnerki. Skoro jest wam źle, to skończcie to wpierw, a dopiero później martwcie się, że będziecie fundatorami nagrody w postaci 500+. Alimenty, zabawy. Będziecie na starość totalnie żałować faktu, że kobieta, która rozświetlała Wam drogę na życiowych zakrętach. Teraz jest damą na salonach, matką w domu i drapieżną kocicą w rękach innego mężczyzny. Nie wstyd Wam? Drogie panie, czemu przyprawiacie rogi swoim długoletnim partnerom, skoro jest Wam źle i czujecie się niedocenione przez swoich partnerów. Macie razem dzieci, ślub, nawet choćby cywilny. Wspólne mieszkanie, dobre stosunki z wspólnymi rodzinami. A walicie w ch**a. A potem to facet to i tak jest zły, bo tak namieszacie, że wychodzi na wasze? Jesteście złe, dobrze o tym wiecie, ale w końcu odwróci się wasza karta, ten as. I padniecie. Zostaniecie z kotami, może dzieckiem, w walce o świeżaki.. Po co Nam życie, w którym idziemy na opak. Zawsze złą ścieżką, tylko po to by udowodnić, że ktoś, kiedyś nie miał racji? Po co robić z Siebie kogoś kim nie jesteśmy? Po co udajemy? Czy to tylko powód dla którego możemy się poczuć lepiej? Po co to wszystko, te kłamstwa, gierki, zabawy, gadanie na kogoś? Sprawianie komuś przykrości, bo jest w czymś lepszy? To jest coś. To nie świat jest okrutny. To ludzie, którzy go tworzą. Świat jest piękny. Nasz kraj, góry, morze, słońce, jak i śnieg, który przykrywa tą powłokę. Ta historia, która nas wyróżnia. Walka, bohaterowie, którzy zapisali się w księgach historii. Zróbmy coś, by i Nas zapamiętano. P.S. To ostatni tekst z serii „Ławeczka w parku” Dedykacja tym razem dla szerszego grona, czyli @Avalanche., @FocuS, @Krystek, @don Erwin oraz @Futuba
-
Ostatnio przeglądający 0 użytkowników
- Brak zarejestrowanych użytkowników przeglądających tę stronę.