John wyjął świstek z koperty wcześniej ją targając i wręcz z niepokojącym stoickim spokojem zaczął go przeglądać, lecz wcześniej chwycił za butelkę trunku chcąc dopić ostatnie łyki, zorientował się jednak, że przecież jest już ona pusta. Nagle w wieżowcu obok zobaczył przez również wielkie jego okno, zapalające się światło. Bez zastanowienia schował list z powrotem do płaszcza, wstając z fotela podbiegł szybko do okna, jednak w pokoju nikogo tam nie było. Na jego twarzy widniała tylko myśl “Muszę się tam jakoś dostać”. Zaczął biec w stronę drzwi, odwrócił się patrząc jeszcze raz na oświecony się w ciemności i odbijający światło pokój. Nagle światło zgasło. John w osłupieniu i zdziwieniu bez wahania wyciąga pistolet z kieszeni i zaczyna biec maksymalnym sprintem na sama górę budynku po schodach klatki. Wbiegł w pierwsze lepsze drzwi prowadzące na dach przy okazji łamiąc wszelkie zakazy oczywiście. Z dachu dało się zauważyć widok całego miasta nocą rodem jak z filmów. Zaczął się rozglądać na wszystkie strony i myśleć nad sposobem przedostania się na drugi budynek. Nagle zza tych samych drzwi, wybiega zanim kobieta widziana wcześniej w progu pokoju.
John działający w pośpiechu, odparł do niej:
- „Ty zostajesz tutaj, wracaj do środka” i strzelił sprawnie w linkę od prania, a jakieś prześcieradło spadło prosto na nią zaplątując ją w brudnych ubraniach. Sam natomiast zabrał z ziemi jakiś kawałek metalu z stojaka na pranie i zjechał drugą liną prowadzącą prosto na dach drugiego, trochę jednak niższego budynku po drodze rzucając lekki szyderczy uśmieszek, że udało mu się zatrzymać kobietę.
Jane – bo tak miała na imię. Sama do siebie mówiąc:
- „Nie tym razem złotko” spod sukni z ciemnej pończochy wyjęła nóż i rozpruła duże prześcieradło uwalniając się. Niszcząc suknię skracając ją ruszyła za Johnym w ten sam sposób co on.
W tym samym czasie John zbiegał właśnie klatką w dół do pokoju, który cały czas obserwował. W końcu, upragniony pokój na wprost niego. Schował pistolet i przekręcając klamkę wchodzi do środka. Przez okno z daleka widać jadącą po linie Jane, widząc to, tylko znowu uśmiechnął się ironicznie kręcąc głową i cicho powiedział sam do siebie:
- „Ależ ona jest uparta; ale cóż, znowu byłem szybszy, złotko” po czym oświecając światło sprawnie wyciągnął swój pistolet i strzelił dokładnie nad fotelem przy biurku, jednak nikogo tam nie było. Podszedł do otwartych drzwi z sypialni obok. Zdecydowanym ruchem je uchylił i wszedł do środka mierząc po całym pokoju pistoletem, ale nigdzie już nikogo nie było. Wychodząc z pokoju zauważył leżące dokumenty pod telewizorem, przeszukał je wyjmując chamsko ostatnie dolarówki i zabrał dziwny sygnet zakładając go na palec, po czym wyszedł jak gdyby nigdy nic zakładając ciemne okulary i nie swoją marynarkę wchodząc do windy i jadąc na sam dół na 2 piętro budynku, gdzie odbywała się jakaś impreza w hotelu.
Jane walcząc z zamkniętymi drzwiami na dachu przez Johna po kilku minutach otworzyła je barkiem mówiąc - „Biedak myślał, że sobie nie poradzę z zamkniętymi drzwiami na klucz” - chowając przy okazji wytrych do biustonosza. Zbiegła szybko do tego samego pokoju rozglądając się w nim za czymś ciekawym przykuwającym uwagę. Znalazła jedynie kartkę leżącą na ziemi. Podniosła ją i zobaczyła tylko rysunek z środkowym palcem i podpisem "John".
- "Dupek" - głośno pomyślała i w tym samym momencie zauważyła leżącą nas ziemi pod biurkiem kartę przypominającą bankową, wielkości karty do gry, jednak wykonana z jakiegoś metalu lub czegoś podobnego i opisaną zagadkowymi danymi.
- "Nie wierzę, że tego nie zauważył" - powiedziała Jane z zdziwieniem i podniosła ją.
- "To tylko karta - klucz do wejścia do pokoju" - powiedziała. Jednak była dosyć ciężka, co wydało jej się dziwne. Schowała więc ją do pochwy w pończosze przy lewym udzie i zaczęła iść w stronę wyjścia.