Kilku dziennikarzy w USA otrzymało dokumenty, które pochodzą ze skrzynek pocztowych osób zaangażowanych w kampanię prezydencką Donalda Trumpa. Współpracownicy Trumpa oficjalnie potwierdzili atak i sugerują, że dokonali go “wrodzy USA rządowi hackerzy”. Choć nie podano z jakiego kraju, to podlinkowano ten raport Microsoftu o atakach irańskich hakerów. Warto jednak podkreślić, że Microsoft tego konkretnego ataku nie badał i nie opisuje w swoim raporcie, a dziennikarze nie byli w stanie niezależnie potwierdzić, że kontaktująca się z nimi osoba jest powiązana z Iranem.
Robert zhackował Trumpa, ale nie wpłynął na dziennikarzy
Dziennikarze POLITICO i Washington Post pierwsze wykradzione dokumenty otrzymali 22 lipca od osoby, która używała imienia Robert. Były to m.in.:
materiały jakie sztab Trumpa zebrał na senatora JD Vance, który w przypadku wygranej Trumpa ma zostać wiceprezydentem. Jeden z dokument zawierać miał też sekcję wymieniająca “potencjalne słabości” Vance’a.
materiały dotyczące wielu postępowań prawnych toczących się z udziałem Donalda Trumpowi
Co bardzo interesujące, ale przede wszystkim odpowiedzialne i niespotykane, ani POLITICO ani WP nie ujawniają treści tych materiałów i nie poddają ich analizom. Nie spekulują, nie wnikają. Jednym zdaniem, nie wchodzą w grę kogoś, kto chce wykorzystać dziennikarzy do “zamieszania w politycznym tygielku” przed wyborami. Dojrzałe i bardzo świadome działanie. Brawo!
Ta decyzja dziennikarzy jest o tyle istotna, że w USA wszyscy w pamięci mają to, co działo się w 2016 roku, kiedy w trakcie kampanii prezydenckiej zhackowano Demokratów i serwery Hillary Clinton. Wielokrotnie zastanawiano się, czy ujawnienie wykradzionych materiałów miało istotny wpływ na wyniki wyborów i czy Donald Trump współpracował jakkolwiek z Rosjanami, ze względu na jego zachęty do hackerskich ataków na Hillary.
Te dylematy, szalenie ciekawe pod kątem socjotechnicznym i dezinformacyjnym, opisywaliśmy to w szczegółach w artykule pt. Jak Rosjanie wpływali na przebieg wyborów prezydenckich w USA, a później także w tekście o tym jak Holendrzy podglądali Rosjan hackujących Amerykanów przez kamerki i finalnie, w artykule o 13 Rosjanach oskarżonych o wpływanie na wyniki wyborów w USA.
Republikanów już raz zhackowano…
Na koniec warto przypomnieć to, o czym wielu zapomina: w w 2016 zhackowano też serwery Republikanów, ale atakujący (czyt. Rosjanie) nie zdecydowali się wykorzystać pozyskanych materiałów w żadnej z kampanii wpływu. Użyto jedynie dokumentów pozyskanych od Demokratów, przypomnijmy fragment naszego artykułu z 2016:
[Atakujący przygotwali] kampanię na Twitterze pod tagiem #DemocracyRIP, której celem miało być pokazanie, że wybory w USA zostały sfałszowane. Kampania ta jednak nie została odpalona, bo gdy stało się jasne, że wygra Trump, rosyjscy politycy i inni zwolennicy Kremla w internecie błyskawicznie zmienili narrację i przestali twierdzić, że wybory są sfałszowane
Jeśli potwierdzi się hipoteza, że za atakiem na Trumpa stoi Iran oraz jeśli na jaw wyjdą kolejna ataki rosyjskich hakerów, którzy i w tym roku na pewno przyglądają się wyborom w USA, to niewykluczone, że w trakcie tej kampanii prezydenckiej w USA będziemy obserwować walkę nie tylko Demokratów z Republikanami, ale i kibicującym im grupom hackerskim z …Iranu i Rosji. A raczej co najmniej Iranu i Rosji.
Przeczytaj cały wpis