Skocz do zawartości
  • Komandosi wyjęci spoza prawa cz. 1


    `Lu'Ganthu

    "AKCEPTUJEMY WYSOKIE RYZYKO, ALE ŻADEN Z NAS NIE JEST RAMBO CZY SAMOBÓJCĄ"

    Reinhard Günzel, były komandos KSK i generał brygady w stanie spoczynku.

     

    O amerykańskich Navy SEALs, polskim GROM-ie czy izraelskim Jamamie już pisała @M4A1 w Najlepsze siły specjalne na świecie oraz w Najlepsze siły specjalne na świecie 2. Równie elitarna jest niemiecka jednostka KSK, ale mimo to mało kto o niej słyszał. Nie bez powodu - jej działania są niezgodne z konstytucją RFN! Udajmy się na poszukiwania oddziału, który nie lubi być na celowniku - nawet fotoreporterów.

    image.thumb.png.bfb8a189f78aa5ccb42792a6030d0e11.png

    Żołnierze z niemieckiego KSM (Kommando Spezialkräfte der Marine) zbliżają się do strefy walk pod wodą i w pełnym rynsztunku. Kompanię nurków bojowych tworzy 130 komandosów. Dzięki wykorzystaniu śmigłowców komandosi są w stanie dostać się błyskawicznie na miejsce akcji i zaatakować z zaskoczenia. Snajperzy tej jednostki specjalnej są także przeszkoleni do strzelania z lecącego helikoptera. Podczas akcji jednostki KSK wykorzystują cały arsenał Bundeswehry. Karabiny szturmowe oraz granatniki zapewniają podstawową siłę ognia.

     

    Luty 2016 roku, Irak. Konwój od wczesnego ranka przemierza zakurzone drogi na południe od zajętego przez tzw. Państwo Islamskie Mosulu. W samochodach terenowych znajduje się 25 komandosów z różnych krajów NATO. Ich cel: przeprowadzenie rozpoznania za liniami wroga. Dla niepoznaki wszyscy mężczyźni zapuścili brody, mają na sobie miejscowe ubrania, a broń ukryli pod podłogą pojazdów. Elitarni żołnierze nie wiedzą jednak, że już dawno zostali zdradzeni. Wpadają w pułapkę w małym miasteczku, położonym 15km na południe od lotniska. Ponad 30 terrorystów z PI otwiera ogień z karabinów maszynowych i granatników, raniąc przy tym trzech brytyjskich komandosów. Wtedy od konwoju odłącza się niepostrzeżenie ośmioosobowa grupa, obchodzi ogień zaporowy wroga i jednym atakiem rakietowym niszczy stanowiska islamistów. Niedługo później arabscy bojownicy są martwi. I mimo, że tych ośmiu komandosów uratowało życie wielu kolegom swoją akcją, to nikt postronny się o tym nie dowiedział. Należą oni bowiem do KSK, oddziału specjalnego Bundeswehry, który wypełnia podobne zadania jak polski GROM, lecz jeszcze bardziej unika rozgłosu.

     

    Rwanda, 13 kwietnia 1994 roku. Tuż po północy na teren rozgłośni radiowej Deutsche Welle w Kigali spadły pierwsze granaty. Od tygodnia w kraju trwały zamieszki, w ich wyniku życie straciły już tysiące ludzi. W rozgłośni przebywało jedenastu pracowników - ich jedyną szansą na przeżycie była ewakuacja. Próba podjęta przez amerykańskich marines nie powiodła się. Niemcy nie byli w stanie pomóc swoim obywatelom. Jak to możliwe? Otóż Bundeswehra - zgodnie z konstytucją RFN zabraniającą armii działań bojowych poza granicami kraju - nie była przeszkolona do uwalniania cywilów na wrogim terenie. Ostatecznie pracownicy rozgłośni zostali uratowani przez belgijskich spadochroniarzy, którzy nocą przedostali się przez pod budynek czołgami. Podczas operacji "Green Beam" zginęło dziesięciu komandosów. W takich okolicznościach nad Renem zapadła decyzja, że wojskowej "brudnej roboty" nie będzie się więcej zostawiać sojusznikom... Niecałe dwa lata później w Calw na południu Niemiec powołano do służby nową szpicę Bundeswehry. Oficjalnym zadaniem KSK jest zwalczanie terroryzmu, uwalnianie zakładników, którzy trafią do niewoli w obcym państwie, oraz działania ratownicze podczas katastrof i klęsk żywiołowych. Jednostka składa się również z doświadczonych fachowców: m.in. żołnierzy wojsk powietrzno-desantowych oraz strzelców alpejskich. Wśród jej 1400 członków znaleźli się również cywile. To specjaliści od podsłuchów, logistycy i inżynierowie. Wiemy tylko tyle - od pierwszego dnia bowiem wszystko w tym oddziale ściśle tajne. Do dziś o szczegółach jego funkcjonowania informowanych jest zaledwie 14 osób w rządzie. A istnieje wiele uzasadnionych pytań na temat tego, czym dokładnie zajmuje się najostrzejsza broń Bundeswehry i czy jej działania są zgodne z prawem. Nie wydaje się bowiem, aby ta jednostka miała tylko odbijać zakładników. 

     

    Czterysta mil morskich od wybrzeży Somalii, kwiecień 2009 roku. Uzbrojeni po zęby piraci pędzą motorówkami w kierunku niemieckiego frachtowca Hansa Stavanger i porywają go wraz z 23 członkami załogi oraz polskim kapitanem Krzysztofem Kotiukiem. Rząd zamierza odbić statek szturmem, ale nie może, ponieważ helikoptery są niezdolne do akcji. Skandal! W zamieszaniu umyka fakt, że do akcji skierowano policyjną jednostkę antyterrorystyczną GSG 9, a nie - powołaną przecież na wypadek takich sytuacji - KSK. Ostatecznie porywaczom zapłacono 2,7 mln dolarów okupu i do żadnego szturmu nie doszło. Dlaczego jednak Niemcy nie zdecydowały się wysłać swoich najlepszych żołnierzy? - Do naszych zadań należą działania rozpoznawcze i operacje przeciwko celom najwyższej wagi - wyjaśnia były komandos z KSK Heinz Josef Feldmann. Chodzi m.in. o misje za liniami wroga oraz zbrojną dywersję. Amerykańskie jednostki specjalne np. Navy SEAL, nazywają takie działania akcjami bezpośrednimi, rozumiejąc pod tym pojęciem niszczenie kluczowych pozycji wojskowych oraz cywilnych, likwidację terrorystów czy koordynację operacji prowadzonych za pomocą dronów. A więc posunięcia, które trudno pogodzić z konstytucją, zwłaszcza niemiecką. Jeśli dobrze się przyjrzeć, to już w pierwszej oficjalnej akcji KSK można dostrzec amerykański wzorzec...

     



    Opinie użytkowników

    Rekomendowane komentarze

    Brak komentarzy do wyświetlenia


×

Powiadomienie o plikach cookie

Korzystając z tej strony zgadzasz się na Polityka prywatności.